Rolnikowi nie trzeba tłumaczyć, czym jest dobry obornik. Problem w tym, że coraz więcej gospodarstw roślinnych zwyczajnie go nie ma. Specjalizacja produkcji sprawiła, że z jednej strony funkcjonują duże gospodarstwa utrzymujące setki sztuk bydła, a z drugiej - gospodarstwa prowadzące wyłącznie produkcję roślinną. Te ostatnie mogą bardzo precyzyjnie bilansować nawożenie mineralne, ale znacznie trudniej jest im systematycznie dostarczać glebie materię organiczną.
I właśnie pomiędzy tymi dwoma światami pojawił się pomysł na wykorzystanie nawozu bydlęcego w formie, którą można zaoferować również innym rolnikom.
Za tym nawozem stoi prawdziwe gospodarstwo
W przypadku firmy Natura Cezary Banach warto zacząć nie od samego produktu, ale od gospodarstwa w Kalinowie na Podlasiu. To nie jest nowa działalność stworzona wyłącznie na potrzeby sprzedaży nawozów. Jej zapleczem jest wieloletnia hodowla bydła mlecznego prowadzona przez rodzinę Banachów.
Historia gospodarstwa sięga kilku pokoleń. Krzysztof Banach, ojciec Cezarego, przejmował gospodarstwo liczące około 20 krów i produkujące około 100 tys. kg mleka rocznie. Przez kolejne lata rozwijał hodowlę, inwestował w technologię i powiększał stado. Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka, wspominając hodowcę po jego śmierci, podawała, że stado w Kalinowie doszło do blisko 400 krów. Rozwój na tym się nie zatrzymał. W wynikach oceny wartości użytkowej bydła mlecznego za 2024 r. PFHBiPM wykazała przy gospodarstwie Cezarego Banacha przeciętnie 806 krów pod oceną, ze średnią wydajnością 9803 kg mleka od krowy. To liczby, które dobrze pokazują dzisiejszą skalę produkcji i poziom organizacji gospodarstwa.
Już wcześniej cała produkcja roślinna była podporządkowana potrzebom stada. W jednym z branżowych materiałów Cezary Banach mówił o gospodarstwie o powierzchni około 300 ha, z ponad 100 ha kukurydzy, około 130 ha traw i około 50 ha zbóż przeznaczanych na paszę. W takiej skali obieg materii organicznej nie jest dodatkiem do produkcji. Jest jednym z jej podstawowych elementów.
Hodowla doceniana na wystawach i w branży
Rodzina Banachów jest od lat znana w środowisku hodowców bydła mlecznego. Zwierzęta z gospodarstwa w Kalinowie zdobywały wysokie wyróżnienia wystawowe. Krowa Katinka została superczempionem Krajowej Wystawy Hodowlanej w Poznaniu, a Malwa była czempionem Ogólnopolskiej Wystawy Bydła Mlecznego w Szepietowie. Ponad 50 krów z gospodarstwa wpisano także do klasy Elita księgi głównej, a wiele z nich było matkami buhajów.
O pozycji gospodarstwa świadczy również fakt, że w 2004 r. Gospodarstwo Rolno-Hodowlane Krzysztofa Banacha znalazło się wśród nominowanych do Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP w kategorii „Gospodarstwo Rolne”. Dziś hodowlaną historię kontynuuje Cezary Banach.
W 2025 r. podczas Mlecznej Gali PFHBiPM Cezary Banach został uhonorowany za 30 lat współpracy z Federacją. Otrzymał również honorową odznakę Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi „Zasłużony dla Rolnictwa”. To ważny kontekst dla nowego kierunku działalności: za nawozem nie stoi firma, która dopiero poznaje realia rolnictwa, lecz gospodarstwo mające wieloletnią praktykę w produkcji mleka, żywieniu dużego stada i gospodarowaniu nawozami naturalnymi.
Kalifornia - materia organiczna wraca na pole
Jednym z produktów rozwijanych przez firmę Natura Cezary Banach jest Kalifornia - naturalny nawóz bydlęcy polskiego producenta. Idea stojąca za jego produkcją jest prosta. W gospodarstwie mlecznym każdego dnia powstaje wartościowy surowiec organiczny. Odpowiednio przygotowany może wrócić do produkcji roślinnej i pracować na żyzność gleby także poza gospodarstwem, w którym powstał.
Producent podkreśla, że nawozy powstają na bazie doświadczeń własnego gospodarstwa. W gruncie rzeczy jest to współczesne rozwinięcie jednego z najstarszych mechanizmów w rolnictwie: roślina staje się paszą, pasza trafia do zwierzęcia, a powstająca materia organiczna wraca do gleby i może ponownie pracować na kolejny plon.
Nie tylko NPK
Przy nawozach organicznych łatwo popełnić błąd i patrzeć wyłącznie na zawartość azotu, fosforu i potasu. Oczywiście składniki pokarmowe mają znaczenie i przy ustalaniu dawki trzeba kierować się deklarowanym składem nawozu, potrzebami rośliny oraz wynikami badań gleby. Równie ważna jest jednak materia organiczna.
To ona wpływa między innymi na strukturę gleby, jej właściwości wodne i sorpcyjne oraz aktywność biologiczną. Ma to szczególne znaczenie w gospodarstwach, w których od lat dominuje intensywna produkcja roślinna, a dopływ nawozów naturalnych jest niewielki.
Nie chodzi przy tym o przeciwstawianie nawożenia organicznego nawożeniu mineralnemu. W praktyce oba systemy mogą się uzupełniać. Nawozy mineralne pozwalają precyzyjnie dostarczyć konkretny składnik pokarmowy, natomiast nawóz organiczny wnosi dodatkowo materię organiczną, której nie zastąpi kolejna dawka saletry czy nawozu wieloskładnikowego.
Szczególnie tam, gdzie nie ma już zwierząt
To właśnie gospodarstwa bez produkcji zwierzęcej mogą być jedną z najciekawszych grup odbiorców takich produktów. Jeszcze kilka dekad temu model gospodarstwa łączącego pole i oborę był powszechny. Dziś duże gospodarstwo roślinne może nie mieć ani jednej sztuki bydła, a tym samym również własnego obornika.
Sprowadzanie świeżego obornika z dużych odległości oznacza koszty transportu, przeładunku, magazynowania i aplikacji. Gotowy nawóz pochodzenia bydlęcego pozwala podejść do tego zagadnienia inaczej. Producent kieruje swoje nawozy do gospodarstw rolnych, szkółek drzew i roślin, a także do odbiorców zaopatrujących się w sklepach i u dystrybutorów.
Rolnik nawozi roślinę, ale powinien też pamiętać o glebie
W ostatnich latach coraz częściej mówi się o odporności gleby na suszę, zatrzymywaniu wody i odbudowie próchnicy. Nie ma jednego preparatu, który rozwiąże te problemy w sezon. Wprowadzanie materii organicznej jest jednak jednym z elementów, bez których trudno mówić o długofalowej poprawie żyzności stanowiska.
Kalifornii nie należy więc traktować jako cudownego zamiennika całej dotychczasowej technologii nawożenia. Nie zastąpi badań gleby, regulacji pH, prawidłowego zmianowania ani bilansowania składników pokarmowych. Może natomiast być kolejnym narzędziem w gospodarowaniu materią organiczną, szczególnie tam, gdzie własnego obornika zwyczajnie nie ma.
Od rolnika dla rolnika
Najciekawsza w tej historii jest chyba sama droga produktu. Za Kalifornią stoi gospodarstwo, które przez dziesięciolecia rozwijało produkcję mleka, budowało stado, przygotowywało własne pasze, wystawiało zwierzęta, inwestowało w technologię i każdego dnia musiało praktycznie rozwiązywać problemy związane z dużą produkcją zwierzęcą.
Teraz część tego doświadczenia zostaje wykorzystana w kolejnym kierunku działalności. To, co powstaje przy hodowli bydła, po odpowiednim przygotowaniu ma wrócić do gleby także w innych gospodarstwach. Dla Cezarego Banacha to sposób na wykorzystanie zasobu, który w gospodarstwie już jest. Dla rolnika bez produkcji zwierzęcej - możliwość sięgnięcia po materię organiczną bez konieczności posiadania własnego stada.
W tym przypadku określenie „od rolnika dla rolnika” nie jest pustym hasłem. Za produktem stoi gospodarstwo z wieloletnią historią, udokumentowanymi wynikami hodowlanymi i doświadczeniem zdobywanym przez kilka pokoleń. A sam pomysł jest bardzo rolniczy: wykorzystać to, co gospodarstwo już wytwarza, i sprawić, żeby ponownie pracowało na żyzność gleby.